Hej !
Cóż pogoda nas nie rozpieszcza... Pocieszam się myślą , że może sierpień będzie chociaż trochę bardziej słoneczny. Tymczasem przychodzę do Was z postem o mojej zeszło tygodniowej wycieczce do Zakopanego. Zatrzymaliśmy się w Murzasichle, małej wiosce pod Zakopanem. Bardzo przyjemne miejsce, położone w malowniczej okolicy. Jest tam spokojnie , naprawdę można wypocząć. Pojechałam z rodziną i spędziliśmy pięć bardzo aktywnych dni. Widoki naprawdę są cudowne , co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach , chociaż tak szczerze to nie oddają one nawet w połowie tego co widać gołym okiem. Już po raz trzeci miałam okazję spacerować po naszych pięknych Tatrach. Poprzednim razem byłam w podstawówce , więc nie doceniałam w pełni piękna gór. W tym roku naprawdę cieszyłam się każdą chwilą spędzoną tam i te 5 dni minęło błyskawicznie .
Wyjechaliśmy w nocy , więc podróż minęła w miarę szybko. Około godziny ósmej zatrzymaliśmy się jeszcze w Oświęcimiu , w muzeum Auschwitz. Jednak o tym zamierzam napisać osobnego posta.
Tak więc na miejscu byliśmy koło południa. Za każdym razem jak odwiedzamy Zakopane pierwszego dnia zdobywamy Gubałówkę. :) I to będzie główny temat dzisiejszego posta, relacje z kolejnych dni będą później .
Pierwszego i drugiego dnia na szczęście pogoda nam dopisała, bardzo ładnie świeciło słońce i wchodzić pod górkę było dla mnie czystą przyjemnością, ponieważ widoki były niesamowite. Gubałówka ma wysokość od 1120 m na wschodnim końcu, do 1129 m na zachodnim końcu, więc nie jest to zbyt wysokie wzniesienie, wejście zajęło nam około pół godziny. Droga prowadziła częściowo lasem , także można było iść spokojnie nie przejmując się upałem , który wtedy akurat panował. W Zakopanem termometry pokazywały 31 stopni.
Na szczycie Gubałówki nie ma za wiele zwiedzania, głównie stragany z pamiątkami i kramiki z jedzeniem , oraz tarasy widokowe. Mimo wszystko ma to swój niepowtarzalny klimat, ponieważ na każdym rogu można dostać grillowany oscypek , w powietrzu unosi się zapach tegoż oscypka, idąc mijamy konne bryczki i górali w tradycyjnych strojach . W dodatku ja bardzo lubię oglądać pamiątki , zatrzymywać się przy każdym stoisku i oglądać typowe góralskie wyroby, jak rzeźby z drewna, kożuchy , wełniane kapcie... Oczywiście już pierwszego dnia obkupiłam się w widokówki i różnego typu figurki na pamiątkę .
Kolejną atrakcją są tzw. bobsleje .Zjeżdża się wózkiem wyposażonym w hamulec ręczny, którym w każdej chwili możemy zatrzymać wózek. Naprawdę fajna sprawa i niezapomniane wspomnienia.
Szczerze wejście nie zmęczyło mnie tak bardzo jak przypuszczałam , nawet wieczorem miałam jeszcze trochę siły , żeby iść na siłownię. Jak widać moja kondycja nie jest taka tragiczna haha ;D
I to by było tyle w dzisiejszym poście , za kilka dni sprawozdanie z wejścia na Siklawę i do Doliny Pięciu Stawów. Dodatkowo może uda mi się jakoś ładnie zmontować filmik , bo trochę lepiej oddaje widoki niż zdjęcia.
Miłego dnia/wieczoru . :*

